Postów: 30 Miejscowość: Żnin Data rejestracji: 18.03.08
Dodane dnia 30-03-2010 16:52
Tytuł może przesadnie nazwany, lecz chodzi tu o wspomnienia z meczów sprzed lat. Nie ważne czy byłeś sam, czy w grupie, opisz mecz, wyjazd tak jak Ty go widziałeś (Zdjęcia miło widziane).
Pozdrawiam
Wspomnienia.... tyle ich było... dla mnie najpiękniejsze czsy na stadionie to były czasy 4 lig i chwila wejścia do niej.... silna grupa zasiadająca na biało- niebieskim sekktorze, zbiernie się na anfiteatrze, informowanie ludzi za pomocą megafonów ([cenzura]iste były) że zbliża sie mesz z "Z", chwil króre można wspominać jest zbyt wiele żeby się zamknąć w jednym poście, ale myślę że temat ciekawy i godny rozwinięcia, może on zachęci "nowych" do czynnego włączenia się w działalność Ultracholika'08
mnie to najbardziej utkwił w pamieci wyjaz do osławionego juz Lubania. te promocje...
Służewo tez bylo godne. jak malutkimi wulkanikami zadymilismy cale boisko i sedzia przerwal mecz, jak pani ze sklepu przybyla z milicja zeby wskazac kto jej lody zapromował,
Szubin i najebka z dziadkami, Janowiec z racami, Brzysko (tu akurat wyjscie a nie wyjazd he he) i zabawy na trybunach (oraz obok)
Pamietny mecz z Zetką....
nalezy wspomniec o niejednym wypadzie do Trzcianeczki i grubych baletach u naszych przyjaciół...
Ktoregoś grudniowego dnia dzwoni do mnie Tuczek. Przez chwile rozmawiamy o błachostkach ,pyta co u mnie i takie tam...lecz w koncu rozmowa schodzi na powazne tematy i pada pytanie: chcesz jechac do Rotterdamu?. szybko szacuje czy mnie na to stac i odpowiadam: TAK. Pozniej nastąpiły dziesiatki telefonów i sms-ów celem wyłonienia jeszcze dwójki szczesliwców /popapranców, którzy wybraliby sie w podróż ponad tysiac kilometrów przyrządem do jeżdzenia daewoo matiz w dodatku bez ogrzewania . Pzewinęło sie sporo nazwisk. Jedni nie mogli załatwic sobie urlopów a inni nie podołali finansowo. Tak czy inaczej po dlugich negocjacjach do naszej dwójki dołącza znany wszystkim Paczka i tajemniczy Marian.
W koncu nadchodzi dzien(noc) wyjazdu. Melduje sie w pozku pare min po 20,gdzie ze śródki odbiera mnie Tuczek. Udajemy sie do jego mieszkania gdzie wstepnie przygotowujemy bagaże do wyjazdu. Około 22.40 odbieramy Paczke z dworca PKP,wymieniamy jakies złotówki na euro i wracamy na chate Petera. Wyjazd zaplanowany na około 2.OO wiec mamy chwile na drzemke i ogarniecie sie przed wyjazdem. Spać sie jakos nie dało wiec z Paczką rozkminiamy o róznych tematach tym bardziej ze dawno sie nie widzielismy. W koncu pakujemy w matiza ogrom kocy,jakichś powłok,spiwór,termosów(mamy nawet termofor) oraz żarcia i ruszamy. Zabieramy wspomnianego wczesniej nieznanego i tajemniczego Mariana i wyjezdzamy z pozka. Do granicy zatrzymujemy sie tylko raz-na ostatniej stacji benzynowej w RP i "wysypujemy" sie na lanie w kibel i w pojazd. Zauważywszy nas jakis typ rzuca hasło mniej wiecej "ilu was tam wyskakuje z tego CHRABĄSZCZA?" czym nas oczywiscie mocno rozbawił. Po kilku minutach kiepujemy do koreanskiego cacka i jedziemy dalej. Do niemiec moznaby powiedziec ze wjeżdżamy z bramą bo mamy w [cenzura] zapchany pas dla osobówek i ładujemy sie na pas dla ciezarówek przekraczajacych granice dlatego ze był pusty. na szczescie udaje nam sie pokonac granice i niezatrzymywani przez nikogo pomykamy autobaną w kierunku Berlina. Na trasie pełen spokój i light do momentu az omylkowo zjezdzamy do Hannoveru. Autostrada biegnie przez miasto i to zmyliło nasza czujnosc. Ciekawa sytuacja gdy na jednym ze skrzyzowan nasz srodek lokomocji wywołuje salwe smiechu u dziewcząt w wieku około gimnazjalnego. No cóz, jak widac takie wynalazki jak daewoo sa u naszych zachodnich sasiadów zjawiskiem. Tym bardziej, że ów sprzet przec całą droge jest zaparowany od wewnatrz, a osoba siedziaca na fotelu pasazera ma za zadanie działac tak ażeby kierowca widział cokolwiek...głownie było to moim zadaniem
Mijamy kolejne miasta i setki km az w koncu wbijamy do Rotterdamu. Ciekwy widok bo jedziemy drogą, ktora ma sześć pasów w jedną jak i w drugą stronę. Miasto robi na mnie ogromne wrazenie,jest ładne po prostu. Pytamy jakichś ludzi o droge do DE KUIP i bez wiekszych problemów około godz 19 ladujemy pod stadionem. Koreanski szerszeń tymczasem odpoczywa po 16godzinnej podrózy na parkingu pod mcDonald`em. My nie odpoczywamy bo wyjazdy to nie piknik i na rózne sposoby wchodzimy na DE KUIP. Ja i tajemniczy Marian kupujemy bilety od ziomków z CRAXY za jedyne 25 euro(100zl), Tuczek ładuje sie z Marianem do kołowrota i wbija za free (tak,tak) a Paczka niestety trafia do sektora dla miejscowych skad oglada poczynania kolejorza. Jednak nie narzeka, cieszy sie ze po 16 godzinach tluczenia sie i jechania w ciemno bo bez biletu siedzi godnie na stadionie Feyenoordu. Obiekt robi wrazenie,gorzej z kibicami miejscowymi ktorych za wiele sie nie pojawiło... tzn nie wypełnili stadionu nawet do połowy. Nasze bilety dają nam mozliwosc ogladania meczu zza bramki ale to nie najwazniejsze. To własnie z naszego sektora dochodzi najgłosniejszy doping zaraz na poczatku meczu wrzucamy w sektor obok konkretnego achtunga na co pojawia sie napinka ze strony miejscowych. Jednak do niczego nie dochodzi (choc apetyty z naszej strony są dosc duze). Po bramce dla Lecha dochodzi do małych spięć ale to miejscowi szamoczą sie z niewiadomo kim. Być moze oklep dostali polacy mieszkajacy w Holandii. po meczu pojawiają sie też opinie, że bili sie miedzy sobą bo ich ekipa jest podzielona. Pozniej jest juz spokojnie i na stadionie słychac tylko nas. Kibice Feyenoordu , w drugiej odsłonie meczu zaprzestają dopingowania swoich skórokopów i mogą jedynie podziwiać jak bawią się kibice Kolejorza, a robią to swietnie. Mecz dobiega końca, po długim fetowaniu awansu do fazy pucharowej Uefa opuszczamy stadion. Prawie opuszczamy ponieważ ochrona wypuszcza nas transzami, po kilkaziesiat osób do podstawionych autokarów. Pomimo iż z Tuczkiem wydostajemy sie w pierwszej grupie długo jeszcze nie mozemy dostac sie do naszego pojazdu gdzyż miejscowa milicja nas przetrzymuje. Powodem ów przetrzymania są jakieś zamieszki wywołane przez miejscowych na trasie wiodącej do parkingu mcDonalda. I faktycznie, kiedy po długim czasie zostajemy juz puszczeni na ulicy lezy sporo sprzętu (czyt. kamieni itp ) prawdopodobnie doszło tu do jakiejś najebki z milicjantami. W koncu dostajemy sie do chrabąszcza, oczekujemy na powrót Paczki i Mariana i spokojnie wyjezdzamy z Rotterdamu. Dopiero w nocy miasto pokazuje swój prawdziwy urok, odbijające sie swiatła w tafli wody wyglądają imponująco, dopiero teraz tak naprawde poczułem ze jestem w najwiekszym porcie swiata. Szkoda ze nie było juz czasu na zwiedzenie choć polubownie tego miasta.
Kilkadziesiąt km od Rotterdamu zatrzymujemy sie i urządzamy sobie drzemkę w goscinnym matizie... Po kilku godzinach tj około 9 rano wyruszamy do RP. Ciekawostką moze byc ze gdzies na trasie dostajemy sms ze zostalismy rozpoznani przez Bambo, który nas wyprzedzal na banie czyzby kolejny Żninianin zawitał na wyjeździe Kolejorza? byc może. Droga powrotna mija zdecydowanie szybciej bo juz w okolicach 21 meldujemy sie w Poznaniu.
Nie bede tu pisał jakichś dennych podsumowań bo nie o to chodzi. Powiem tylko króciutko: wyjazd w pełni udany i czekam niecierpliwie na luty i Udine. Może nawet Matizem...
//Edit: dodałem miniaturki zdjęć, bo były baaaardzo duże. lucjusz
MKS Pany- biało niebieskie szatany[b][/b]
Edytowane przez lucjusz dnia 26-05-2010 12:48
[cenzura]iste wspomnienie, z pewnoscia ciezko bedzie powtorzyc cos podobnego chyba ze sie wybierzemy na Lige Mistrzow np jakims fiatem seicento
dodam tylko ze jestem na zdjeciu nr 3 tyle ze tylko ja wiem gdzie, tam co prawda byl sektor juz dla gospodarzy ale i tak wiecej bylo niebiesko-bialych kiboli
a najlepszy wyjazd na MKS to rzecz jasna Slużewo i Lubanie!!!
Do końca życia w mym sercu MKS!
Edytowane przez Przemuch83 dnia 02-06-2010 22:27